Witajcie! Przepraszam, że wczoraj nie pisałem. Byłem bardzo zajęty:) Niedawno w Radomiu została otwarta kolejna Biedronka i Marika napaliła się na komodę. Wtedy w promocji była po 150 zł i ludzie się na nie rzucili :) Dlatego następnego dnia, gdy już przyjechaliśmy, nie było ani jednej sztuki. Marika wypatrzyła, że od 26 lutego będzie ta komoda znów w cenie 200 zł. - Jedź i mi kup. Misiuuuu... kup mi... Cóż robić? Wracając z pracy wstąpiłem do jednej i wziąłem. Przeliczyłem się z ciężarem i prawie się w pół złamałem :P Nie wiem kto wpadł na pomysł ładować całą komodę w jedną paczkę? To ważyło prawie 44 kg... Z samochodu do domu przynosiłem na 3 tury. Tak się kobiecie zachciało, a ja durny biegałem po schodach :P Ale czego się dla Ukochanej nie zrobi ;) Przy okazji noszenia na 3 piętro kolejnych płyt studziłem gniew. Z jakiego powodu? Wkurzył mnie wczoraj "Ojciec dyrektor". Menda jedna... Nie wiem skąd go wytrzasnęli, ale teraz nie ma osoby w firmie, która na jego widok nie powie "a spie#$ chu#$!". Tak sobie przyjaciół potrafi zjednać... Wczoraj i mnie zdenerwował... Robi to od jakiegoś czasu, bo jak tylko przychodzi do nas do biura to stoi obok mnie i patrzy w monitor. Gdyby spojrzał, zapytał albo coś, ale nie. Stanie i wlepia gały. Odchodzi dopiero gdy zwijam program do paska i spojrzę w jego stronę. Nie można zrozumieć, że to moje stanowisko pracy? Wczoraj wszedł, gdy akurat przeglądałem papiery. Ojdyr - Co teraz robisz? Ja - Firma XX przesłała mi część dokumentacji i coś mi się nie zgadza. Ojdyr - Powiedziałem, że masz robić YY! Ja - Jest otwarte w tle. Tu tylko sprawdzam, a zajmuję się YY. Ojdyr - Masz się tym zajmować! Na 8 jutro ma być kompletna dokumentacja! Ja - Na 8 na pewno jej nie będzie (zwłaszcza, że przyszedł ok 13:40, a samo drukowanie tego niekompletnego co miałem to ponad godzina) Ojdyr - Co to ma znaczyć?! Ja się nie podoba to może trzeba poszukać innej pracy! Ja - A chętnie poszukam! Coś jeszcze się jąkał zza zamykających się za nim drzwi. Gdy doleciało do niego krzyknięte "A idź pan w ch#j!" to po chwili stał przed biurem i dzwonił do "Młodego". Skarżył się, że go pracownik obraża :D Nie wiem, naprawdę nie wiem skąd go wzięli i do tej pory nie wiem co on tu robi. Oprócz wymyślania durnych formularzy i "zjednywania" sobie pracowników. Na hali panuje obecnie zgodny pogląd, że jak jeszcze raz tam przyjdzie i będzie miał jakieś problemy to mu zgaśnie światło (czyt. cios, liczenie do 10 i odtrąbiony nokaut). Bo wczoraj oprócz wkurzenia mnie najpierw rano wkurzył jedną załogę bo NAKAZAŁ (nie poprosił i nawet nie dowiedział się co mają robić) im robić zupełnie coś innego niż mają robić (robota zlecona przez szefa). Po latających na hali paniach nieciężkiego prowadzenia sprawa skończyła się w gabinecie szefa, który rozsądził spór na rzecz pracownika. Dyrektorek chyba dostał po uszach skoro dopiero przed 14 się do mnie przyczepił. Było to w czasie, gdy czuł się chyba bezpieczny bo szef wyjechał :D Dobra :P koniec o pracy :P Jest weekend i teraz czas relaksu, czyli zero myślenia o projektowaniu maszyn :) Tak więc wczoraj składałem komodę z Biedronki... Wszystko zniosłem na kupę i zacząłem rozkładać. Instrukcja sztuk 2 - jest Deski, deseczki, płyty - są Śruby, gwoździki, klej - jest Przyniosłem jeszcze młotek i kombinerki /zawsze się przydadzą :P/ i zabrałem się do dzieła. W międzyczasie Marika zdążyła przyjść z pracy, a ja jak miałem zawalony pokój tak jest :) Ostatnią szufladę włożyłem na miejsce ok 21:20. Już nie miałem siły i ochoty nawet na włączenie komputera, więc tylko się umyłem i poszedłem spać. Komoda kolorem pasuje mi do półek i trochę do większej komody pod telewizorem. Jednak nie da się dobrać idealnych kolorów gdy ma się meble kilku producentów :) Teraz w pokoju mam różne odcienie mebli. Oj tam, oj tam... Dobrze jest :) Dziś już Marika kupiła jakąś ramkę na zdjęcia kolorem pasującym do komody. Jeszcze nie wiem co tam ustawić, ale coś na pewno znajdzie tam swoje miejsce. Dawno nie pisałem maili... Dziś miałem na to trochę czasu i wysmarowałem 333. Akurat taka ładna liczba się zrobiła :) Taka połowa Bestii :P Jutro Marika ma dzień wolny, więc chyba nie poszaleję z wysyłaniem. Może dopiero pod wieczór. Za to od niedzieli do czwartku ma drugą zmianę i będę mógł po pracy nadrabiać zaległości :) Chciałbym jakieś małe zagraniczne paczuszki. Trzeba sobie chociaż kilka zapewnić wysyłając odpowiednią ilość wiadomości. Zbliża się 21. Pora na mnie. Zbieram się i jagę odebrać Marikę z pracy. Jeszcze wpadnę przed wyjściem na kilka blogów ;) Zatem do następnego! :) I spokojnego weekendu ;)
Ref: A jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno Lubię nocą żyć, mieć dziewczynę niejedną Za dnia ciągle spać, wieczorami balować Jeszcze przyjdzie czas aby dzieci swe wychować. 1. Mama wciąż mówiła: ucz się synku ucz Bo nauka to, to potęgi klucz Jednak ja dziś dobrze wiem Że z tych kluczy nie da wyżyć sięKoszulka damska BARDZO MI Z TEGO POWODU WSZYSTKO JEDNO wykonanazostała w 100% z wysokogatunkowej wzmocnienie w postaci podwójnego szycia wokół szyi oraz na rękawach. Nadruk nie pęka, nie zmienia koloru oraz nie spiera się,ponieważ wykonany został z foli Poli Flex Premium. Dostępne rozmiary: Za wysyłkę płacisz raz, niezależnie od ilości zamówionych koszulek.
Ze strasznymi wyrzutami sumienia, że nie udało im się pogodzić ze swoim jedynym dzieckiem, Oskarem, którego bardzo kochali. – Nie mów mi takich rzeczy, ciociu, bo dostanę chandry. – Pomyśl o nich, Oskarze. Zrozumiałeś, że umrzesz, bo jesteś inteligentnym chłopcem.Nie tylko fani nie wiedzą, jak wyglądały nasze przygotowania, życie poza stadionem i… Czasem to po prostu… Bardzo mocno boli. My wszyscy już do tego dawno przywykliśmy, ale… Mimo wszystko jest nam bardzo ciężko i smutno z tego powodu – mówi Maria Andrejczyk, która w zeszłym roku zdobyła srebrny medal igrzysk olimpijskich w Tokio, a w tym poszukuje nie tyle optymalnej formy, ile odnalezienia zdrowia, by móc wrócić do światowej razem pojawiła się okazja przeprowadzenia wywiadu z dwukrotną olimpijką, wicemistrzynią olimpijską, medalistką mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach wiekowych i ogólnopolskiej olimpiady młodzieży; a do tego rekordzistką Polski seniorek i juniorek oraz z wybraną Odkryciem Roku 2016 w 82. Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” i TVP. Trochę czasu zajęło mi wymienianie tytułów, więc zacznijmy od tego, jak nabywa się motywację do treningów, kiedy ma się już tyle na koncie?Maria Andrejczyk: Myślę, że to zależy od osoby, a w zasadzie tego, co ją nakręca, napędza do dalszych treningów, przekraczania własnych granic. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze miałam bardzo dużą frajdę z treningów. Mniej skupiałam się na zawodach w tym sensie, żeby nie być na siłę pierwszą, a bardziej właśnie na tym, by rozwijać zarówno swoje ciało, jak i umysł. Jeżeli miałabym coś doradzać, to sądzę, że właśnie to jest bardzo fajny przepis na to, żeby czerpać radość, energię z tego, co się robi na co jak wiele osiągnęła pani w ostatnim czasie, choć najwyraziściej pamięta się medal z igrzysk olimpijskich i nie tylko sam fakt późniejszego go „wykorzystania” w dobrej wierze. W jaki sposób zmieniło się podejście, mentalne nastawienie do kolejnych sesji, kiedy jest się wicemistrzynią olimpijską względem okresu, kiedy do tego medalu się dążyło?Nie ukrywam, że praca teraz jest dużo łatwiejsza, prostsza, ponieważ nie ma już takiego napięcia. Natomiast moją karierę możemy potraktować wyjątkowo pod wieloma względami, dlatego że jak na razie to formę mam tylko na czas igrzysk, a te pomiędzy to był okres walki o pozbycie się bólu. Przed chwilą powiedziałam, że jest łatwiej, ale jest też trudniej pod pewnym względem, a mianowicie mam na myśli motywację do tylu latach walki, by w ogóle stanąć na starcie i zaprezentować jakikolwiek poziom, to naprawdę się odbija i czuję to. Nie ukrywam, że czuję, jak wiele poświęciłam, jak bardzo jestem wypalona. Zapału do pracy nigdy mi nie brakowało, ale czułam, że po igrzyskach wykonuję wszystko jak automat, bez emocji. Zaczęłam tracić taką wewnętrzną radość do tego, co robię. To i tak się poprawiło, odkąd zmieniłam trenera, otoczenia, grupę, z którą się przygotowuję. Jestem przeszczęśliwa, że doszło do tej zmiany, bo dostałam właśnie tego kopa motywacyjnego, tylko że jeszcze jest przy mnie ta kotwica, która mnie hamuje. Są nią wszystkie myśli, obawy kłębiące się z tyłu głowy na temat mojego stanu zdrowia. To jest zdecydowanie najbardziej tych wszystkich doświadczeń będę dalej walczyła tak jak do tej pory, ponieważ jestem bardzo uparta! (śmiech)Jeżeli chodzi o tę cechę, w dobrym tego słowa znaczeniu, to wiemy o tym nie od dziś! (uśmiech) Jednak kiedy powiem, że Maria Andrejczyk to kobieta spełniona zawodowo, to w odpowiedzi usłyszę, że…To chyba jakiś żart! (śmiech)Dlaczego…? (uśmiech)To nie jest kwestia ilości złotych medali czy rekordów, tylko wewnętrznego poczucia spokoju. Na dziś tego nie czuję. Jest pewnego rodzaju zmęczenie, ale bardziej wiąże się to z moimi narastającymi problemami zdrowotnymi, które bez przerwy hamują mój trening i po prostu mnie męczą. Wiem, że im bliżej końca kariery będę, tym mocniej będę odczuwać potrzebę spokoju. Jednak na dziś tego nie ma, zapewniam. Po prostu wiem, na ile stać mój organizm, kiedy jestem w pełni zdrowa. Jestem niesamowicie podekscytowana wieloma rzeczami, jak np. nowymi metodami treningowymi, które teraz mogę odkrywać przy nowym szkoleniowcu. Tak bardzo chcę zobaczyć, jak daleko jestem w stanie zajść, przesuwać swoje granice i czy w ogóle do tego będę zdolna, że naprawdę nie ma spełnienia zawodowego. Czuję zastrzyk energii, głód sprawdzenia, jak daleko mogę zajść. Także absolutnie nie mogę się zgodzić z pana tezą lub jakkolwiek inaczej rozważać temat spełnienia za wyjaśnienie. Nim przejdę do następnych pytań, to jeszcze proszę o przekazanie wieści, jak wygląda pani forma, a także sytuacja zdrowotna na tę przygotowania do tego sezonu były bardzo utrudnione, właśnie z powodów zdrowotnych. Dla porównania choćby z zeszłym rokiem: po połowie roku, kiedy jeszcze trwała pandemia covidowa, nie byłam w pełni formy. A oszczep latał sześćdziesiąt cztery, pięć metrów na każdym treningu. W tym roku od lutego do kwietnia lądował w pobliżu pięćdziesięciu metrów. Nic nie było w stanie tego zmienić: ani lżejsze, ani cięższe jednostki treningowe. Byłam dosłownie w martwym punkcie. Nastąpiła stagnacja. Do tego doszły problemy zdrowotne, to z barkiem, to z Achillesem. Brak jakichkolwiek zmian w treningu przy pojawiających się kolejnych problemach. Wydaje mi się, że organizm potrzebował znacznie więcej czasu na odpoczynek, niż byłam w stanie mu zapewnić. Czułam, że musiałam odpocząć więcej, a mimo wszystko dalej musiałam też podchodzę do tego sezonu z ciekawością, o ile będzie mnie stać na walkę z bólem, który towarzyszy mi na co dzień. Na szczęście mam obok siebie świetnych ludzi, którzy ani na krok mnie nie opuszczają. Otrzymuję od nich całe mnóstwo wsparcia, motywacji, co przyznaję, że jest swego rodzaju dla mnie czymś nowym, kiedy porównuję obu swych trenerów. Mogę powiedzieć, że dosłownie dla nowego szkoleniowca nie chcę się poddać, tylko dalej walczyć, próbować. Jednak oboje wiemy, że w tym sezonie nie można za wiele ode mnie oczekiwać, bo nie ma w ogóle podstaw do tego, bym mogła siebie stawiać w roli pretendentki do medalu, czy to mistrzostw świata, czy mnie pojawia się sinusoida. Raz jest świetnie, a raz… (śmiech) Nie będę używać tych najbardziej adekwatnych epitetów… (śmiech) Powiedzmy, że nie za kolorowo. Na razie szukamy tego, co będzie dla mnie optymalne i ten rok będzie właśnie takim sprawdzaniem pod okiem trenera Petteriego. Szukamy. Takie lata też przychodzą, chociaż nie ukrywam, że przy uprawianiu profesjonalnie sportu oraz moim tak kontuzjogennym organizmie, to jest to bardzo na to, że mamy jednocześnie mistrzostwa świata i Europy w tym sezonie, to zapytam w następujący sposób: z pani perspektywy można się przygotować do dwóch tak istotnych imprez w taki sposób, by błyszczeć i tu, i tu?Pik formy można przygotować wyłącznie na jedną imprezę. Można dojechać na oparach do kolejnej, ale spójrzmy na kilka czynników. Pojawia się miesiąc różnicy między zawodami, dla nas, tj. polskich lekkoatletów to będzie siedem godzin różnicy względem tego, co będziemy mieli na MŚ, a co mamy w Polsce. Kolejnym ważnym elementem jest obciążenie psychiczne, które będzie nam towarzyszyło. Dlatego wydaje mi się, że będzie to spore wyzwanie. Ale realne do są sportowcy, którzy prezentują w tym sezonie rewelacyjną formę i są po prostu na innym poziomie w tej chwili, mam na myśli zarówno ich treningi, jak i starty. U nich na pewno będzie łatwiej o bardzo dobrą formę, ale przykładowo u mnie będzie to szalenie trudne, ponieważ na dziś nawet nie wiem, ile jestem w stanie rzucić. Tak jak mówimy, sezon lekkoatletyczny jest w tym roku zarówno długi, wymagający, jak i niezwykły, gdyż mamy dwie wielkie imprezy na raz. Z perspektywy profesjonalnej i tak licznie nagradzanej lekkoatletki, ma jeszcze znaczenie rodzaj imprezy, w jakiej bierze pani udział?I tak, i nie. Zależy, jak leży! (śmiech) Ten rok jest niezwykły i teoretycznie zawsze to impreza wyższa rangą powinna być uznawana za bardziej prestiżową. Jednak w tym roku już się to nie potwierdza, gdyż widzimy, jak wielu sportowców rezygnuje ze startu na mistrzostwach świata, by później móc walczyć o medale w europejskim czempionacie czy kolejnych też jak wiele dzieje się, chociażby w środowisku oszczepu. Ci, którzy w zeszłym roku prezentowali bardzo wysoki poziom, w tym mają trudności, by się w ogóle pozbierać i wrócić do formy. Ci, którzy byli w top 10, top 20, teraz rozwijają że każdy ma inne cele. Jednym zależy na medalach, innym na uczestnictwie. Są tacy, którzy stawiają wszystko na jedną kartę, inni podchodzą do tego sezonu z większym dystansem. Są też tacy, którzy są w tak galaktycznej formie, że w zasadzie chyba nawet nie patrzą na to, jakie będą starty, tylko po prostu podtrzymują swoją dyspozycję. Jedno o tym sezonie można powiedzieć z miejsca: będzie… bo zastanawiam się, czy aby przypadkiem za chwilę, jak tylko wszelkie dolegliwości zdrowotne miną, Maria Andrejczyk nie będzie regularnie „kosiła” medali, jak na zawołanie, bez oglądania się, czy to igrzyska, dane mistrzostwa czy Diamentowa Naprawdę o tym bardzo mocno marzę. Nikt nie musi stać nade mną z batem, bo zawsze wykonuję trening na sto pięćdziesiąt procent, chętnie sobie dokładam do przygotowań. Także ta kwestia nie jest jakimkolwiek jest zdrowie. Widzę, jak mój organizm się zmienia, jak czasami się buntuje, co bezpośrednio przekłada się chociażby na sam bark. Nie ukrywam, że był bardzo słaby, niezależnie od tego, ile ćwiczeń wykonywałam. Nawet kiedy przerzucałam ciężary na siłowni, czułam, że w żadnym stopniu jego dyspozycja się nie teraz zacząć wymieniać, ile bólu kosztują mnie przygotowania. Wiem, że w tym roku może nie, ale w następnym będę silniejsza. Proszę mi wierzyć, że to frustruje mnie najbardziej. Wiem, ile wkładam serca, energii, zdrowia w przygotowania, a na razie byłam w stanie swój poziom pokazać na raptem paru zawodach. Wiem, że życie stawia przede mną bardzo ciężkie wyzwania, ale głęboko wierzę w to, że za jakiś czas będę mogła pokazać stabilniejszą formę, niż tak wyskakiwać ze świetną dyspozycją raz na jakiś tym, że jest pani w stanie osiągnąć bardzo, bardzo wiele, przekonywała nas, kibiców już nie raz i nie dwa. Dlatego też nie pompuję balonika względem następnych startów i nie tyle pytam o miejsce, czy o konkretną odległość rzutów, a o to, z czego Maria Andrejczyk chciałaby być dumna, patrząc na starty w 2022 roku?Przede wszystkim z tego, by współpraca z nowym trenerem zmierzała dalej w dobrym kierunku. Już dziś mówię, że wyniki w tym sezonie nie będą dla mnie priorytetem do osiągnięcia. Bardziej skupię się na doprowadzeniu swojego barku do stanu, w jakim powinien być. Tak naprawdę byłam gotowa jeszcze przed startem tego sezonu powiedzieć: „Nie, pass, odpuszczam, dopóty dopóki nie doprowadzę tego barku do jakiegokolwiek stanu używalności”. Jednak bardzo chciałam wystartować w Suwałkach na mistrzostwach Polski, więc… Przyznam, że cztery dni przed startem przyjmowałam zastrzyki, by funkcjonować i móc podejść do rywalizacji, co też przełożyło się na moją dyspozycję tamtego też w tym sezonie będę doprowadzała swój bark do optymalnej formy. Także dzięki kolejnym startom i osiąganym rezultatom będę mogła się przekonywać, w jakiej jestem i będę dyspozycji oraz o tym, jak zachowują się mięśnie przy rzucie. I to będzie ważniejsze, aniżeli wyniki, przykładowo plus sześćdziesiąt metrów. Kiedyś po prostu trzeba zapłacić za bardzo ciężką pracę i za to, by wrócić do myślenia o dalekim rzucaniu oszczepem. Ciężko jest mi przełknąć to, w jakim momencie teraz jestem, odnośnie do formy fizycznej i psychicznej, ale muszę zagryźć zęby i dalej robić swoje, bez oglądania się na to, czy w tym roku pojawiają się jakieś dobre wyniki na rzutni, czy Pani już o tym co nieco, lecz dopytam o szczegóły związane z treningami pod okiem nowego trenera Petteriego Piironena. Za sprawą jakich czynników została podjęta taka decyzja?Mówimy o kwestiach, których za bardzo nie chciałabym poruszać. Dlatego też powiem tylko tyle, że potrzebowałam zmiany już od bardzo dawna, lecz wtedy jeszcze wierzyłam, że uda się coś jeszcze wyciągnąć ze współpracy z moim byłym trenerem. Niestety się nie udało, ale nie chcę dalej rozwijać odpowiedzi, ponieważ uważam, że musiałabym powiedzieć o takich kwestiach, które powinny zostać między zawodniczką a trenerem. Będę zawsze wdzięczna za to, ile osiągnęliśmy, przepracowaliśmy, do jakiego momentu kariery doszłam, ale po prostu czasami dochodzi do takich chwil, kiedy trzeba powiedzieć: „Dość, koniec” i po prostu zaryzykować. Jak wyglądają treningi po zmianie trenera?Jest to zupełnie inna szkoła. Widzę u niego bardzo dużo pewności co do tego, co robimy. Odnośnie do mnie, to zadaję wiele pytań, do niektórych rzeczy podchodzą z rezerwą, obawą czy myślą, że nie do końca dana rzecz może mi pasować. Jednak patrząc, jak na te treningi reaguje moje ciało, poza barkiem, który jest… Wyjątkowy, że tak go nazwijmy. (uśmiech) Widzę, że to, co do tej pory mnie hamowało, to bardzo szybko zaskakuje i działa, jak powinno. Gdyby tylko do tego doszła dyspozycja barku, to naprawdę byłoby świetnie. Wiele rzeczy się złożyło na to, w jakiej jest formie i z całą pewnością nie jest to tylko inny plan widzę w tym wszystkim sens. To nie są lekcje WF-u, tylko rzeczywiście pracujemy jak profesjonaliści. Jak na razie mi to wszystko bardzo odpowiada. Poza tym zmiana otoczenia wiele mi dała. Nie lubię zmieniać ludzi wokół siebie, ale już kiedy do tego dochodzi, to chcę się ich trzymać jak najmocniej i widzę, że wszyscy są tu bardzo serdeczni. Zyskałam radość z treningu również dlatego, że jest tu taka zdrowa, sportowa rywalizacja, chęć wzajemnego pokazania się. Była okazja, by omówić sposób przygotowania się do nowego rozdziału pani sportowej kariery?Bardzo szybko musiałam podjąć decyzję odnośnie do tego, u kogo będę trenować. Na szczęście Petteri Piironen zgodził się mną zaopiekować. Napisałam mu szczegółowo, jak wyglądały przygotowania, jakie problemy zdrowotne mi towarzyszą, ale kiedy już dotarłam do Finlandii, to czekał na mnie gotowy plan. Teraz go nieco modyfikujemy, tak aby jak najbardziej dostosować go do mojego mimo tego, że pojawia się bariera językowa, dla nas obojga język angielski jest drugim językiem, to bardzo dobrze mi się z nim współpracuje. Dogadujemy się, czuję, że nadajemy na tych samych falach. Kiedy coś mi nie pasuje, natychmiast to zmieniamy. Ma wiele pomysłów, w tym również na alternatywne ćwiczenia, kiedy jakichś konkretnych przez stan zdrowotny nie jestem w stanie wykonać. Nie muszę już sama zastanawiać się, kombinować, wiem, że jest trener, który na wszystko ma rozwiązanie. Jest to bardzo uspokajające, bo nareszcie mam kogoś, kto czuwa nad wszystkim. Można z przysłowiowego marszu przyzwyczaić się po tylu latach współpracy z poprzednim szkoleniowcem do nowego otoczenia, możliwości?Nie miałam z tym problemu. Jedynym kłopotem jest ten nieszczęsny bark. Wierzę w to, że gdyby nie on, zupełnie inaczej zaczęłabym ten sezon. Jednak tak wygląda moja kariera, więc nie ma co gdybać. Wracając, to byłam i jestem bardzo podekscytowana tym, że będę miała okazję przeżyć taką przygodę, etap. Czuję się tu jak w domu. Oczywiste jest, że stale do tego dążę, by się jeszcze bardziej zaadoptować, ale jednocześnie widzę po sobie, że świetnie się tu do kwestii technicznych, to kilkukrotnie musiałam się upewnić, jaka dokładnie jest wizja mojego trenera. Nie jestem już najmłodszą zawodniczką, której treningi można dowolnie modyfikować. Jednak kiedy mi wyjaśniał szczegółowo, jaki ma plan, to poczułam, i ten stan jest nadal obecny, że ten facet naprawdę wie, co robi. Ilekroć się o coś pytałam, on zawsze wiedział, stanowczo odpowiadał, nie uciekał wzrokiem, kiedy tłumaczył, po co coś robimy. Proszę mi wierzyć, że jest to szalenie uspokajające. I tak się będę nakręcać, przejmować, bo po prostu do tego się przez lata przyzwyczaiłam, to… Wierzę i wiem, że współpraca z nim przyniesie w następnych latach wiele pięknych chwil. Teraz hamuje mnie jedynie w maju snuła pani rozważania, czy na stałe zamieszkać w Finlandii. Patrząc od tamtego momentu, w jaki sposób zmieniły się pani myśli, rozważania w tej kwestii?To było bardziej w formie żartu! (śmiech) Jednak z tego, co zauważyłam, to bardzo wiele osób potraktowało to na poważnie. Także wyjaśnię, że chodziło i chodzi mi o to, by być bliżej trenera i grupy, zwłaszcza w okresie przygotowawczym, żeby bardziej wczuć się w ten trening, a nie trenować w samotności. Gdybym miała się przygotowywać w Polsce, to literalnie mówiąc, nie miałabym gdzie, bo już nie mam dostępu do miejsca, gdzie trenowałam też chcę zachować równowagę między trenowaniem tutaj a swoim życiem dotychczas, więc nie, nie rezygnuję z obiadów u mamy, z czasu braćmi czy kotami, psami. Dzięki temu zawsze się będę jak to będzie wyglądało pod kątem przygotowań do przyszłego sezonu, to jeszcze zobaczymy. Na pewno tu pasuje mi wiele rzeczy, bo też w sporcie zawodowym jestem od wielu lat, dzięki czemu jestem w stanie poświęcić się i wyjechać, tak by zrezygnować z ciągłych wizyt w domu, ale jednocześnie przygotować się na imprezy mistrzowskie do takiego poziomu, by później na rzutni móc zrobić show, i to w trakcie nie jednych czy dwóch do hasła „show”, to rozumiem, że zdobycie złotego medalu w trakcie mistrzostw Polski w Suwałkach wydarzyło się tak „przy okazji”? (uśmiech)Ha ha! (śmiech) Znaczy… Złoty medal tych zawodów bardzo sobie cenię. Chociaż wydźwięk mojego startu i tak był bardziej taki, że bardziej go przegrałam, niż wygrałam, bo nie było rzutu powyżej sześćdziesięciu metrów. Jednak wiemy, że łaska kibiców i dziennikarzy na pstrym koniu jeździ, bo każdy i tak będzie miał swoje oczekiwania. Jednak oni zazwyczaj nie mają pełnej wiedzy na temat tego, co się dzieje w kuluarach, w trakcie po sobie też czułam, że to nie jest to, ile powinno być. Nie tyle oczekiwałam, bo nie miałam prawa tego robić w związku z tym, ile mi „atrakcji” towarzyszyło, a o czym już powiedziałam, co po prostu w tamtym czasie się cieszyłam, że w ogóle wystartowałam w tamtych zawodach. Przed startem w Suwałkach praktycznie przez dwa tygodnie nie używałam ręki, którą rzucałam, więc tu chodziło bardziej o sam występ, aniżeli o rywalizację o jakikolwiek tak, było przy okazji! (śmiech) Mogłam zobaczyć się z dziewczynami, z którymi dawno się nie widziałam, z bliskimi, poczuć swoje miasto. Nie było show, za co bardzo przepraszam…Żeby jeszcze było za co…Ha ha! Czasem takie starty się po prostu zdarzają. Jestem tylko sportowcem i takie występy będą miały miejsce, gdyż my również jesteśmy ludźmi, co wiąże się z tym, że nie zawsze będziemy funkcjonować jak maszyny do nie możemy narzekać na poziom, jaki prezentują nasi sportowcy, w tym lekkoatleci. Tymi malkontentami są najczęściej osoby, które nie poczuły smaku uprawiania sportu nawet w amatorski sposób, więc nie widzę powodu, by aż tak się krygować czy przepraszać za starty, kiedy nie ma show, a jest „tylko” święto z racji np. Pani kolejnego bardzo mi miło. Jestem pewna, że wszystkim nam zależy na tym, by jak najlepiej zaprezentować się na oczach polskich tylko fani nie wiedzą, jak wyglądały nasze przygotowania, życie poza stadionem i… Czasem to po prostu… Bardzo mocno boli. My wszyscy już do tego dawno przywykliśmy, ale… Mimo wszystko jest nam bardzo ciężko i smutno z tego powodu. Takie słowa, jakie usłyszałam właśnie od pana, to… Naprawdę serce rośnie, a także motywacja do dalszej pracy. Nie ukrywam, że takie dobre słowa bardzo pomagają w tym, by poszukiwać w sobie chęci do dalszego uprawiania swojej to, co sądzę, a nie żeby się jakoś przypodobać czy starać o szczególne względy u Pani. Tak samo jak dosłownie dzień przed naszą rozmową dyskutowałem z Pawłem Wiesiołkiem, to powiedział coś, co przyznaję, że ukuło serce dziennikarza sportowego, a mianowicie, że dziesięciobojem kibice zainteresowaliby się dopiero wtedy, kiedy pojawiłyby się medale…Pod tym względem szczególne miejsce w naszym kraju ma tylko piłka nożna, w której niegdyś mieliśmy sukcesy. Odnoszę wrażenie, że z pokolenia na pokolenie przeszło zainteresowanie tą dyscypliną i dlatego ona ma szczególne miejsce u Polaków. Natomiast kiedy już mówimy o lekkoatletyce czy poszczególnych dyscyplinach, to Paweł ma rację. Dopóty nie sięgniemy po medale, nie osiągniemy czegoś ponad normę, to nie zostaniemy zauważeni. Taka jest prawda. Panie Kamilu, umówmy się, kto chciałby oglądać sportowców, którzy reprezentują średni poziom?Zgłaszam siebie! Zwłaszcza kiedy sportowiec reprezentuje barwy ha! Tylko że mam na myśli ogół w tej chwili. Prawda jest taka, że chcemy widzieć ludzi, którzy są na poziomie sportowych bogów. Chodzi o to, by podziwiać tych, którzy przekraczają ludzkie granice, wówczas czerpiemy frajdę, fun z oglądania ich się dalej upierać przy swojej tezie, a jednocześnie zastanawiam się, ile prawdy kryje się w słowach Adama Małysza, który kiedyś u Kuby Wojewódzkiego powiedział, że: „Polacy kochają zwycięzców, a nie sportowców”.Sądzę, że to jest jeszcze coś innego. Moim zdaniem, kiedy widzimy reprezentanta naszego kraju, to czujemy dumę, przywiązanie, podziw, że ta konkretna osoba właśnie reprezentuje nas, nasz naród. Jednak kiedy już oglądamy ich zmagania na mistrzostwach świata, Europy czy igrzyskach olimpijskich, to chcemy widzieć już ten najwyższy poziom, którą „mają” nam ale żyjemy w takich brutalnych realiach. Można próbować zmieniać ich podejście, mentalność, przedstawiać różne perspektywy. Natomiast nie sądzę, by była to jakkolwiek efektywna zmiana, bo większość ludzi i tak będzie miała swoją perspektywę dotyczącą uprawiania sportu i tego, z czym mierzą się sportowcy. A cóż nam zostaje? Walczyć o swoje marzenia. Wtedy będziemy do występowania na arenie międzynarodowej, ale także zmian, należy podkreślić, że niezmiennie w trakcie kariery towarzyszy Pani mecenas sportu, jakim jest PKN ORLEN. Jak wygląda relacja na linii wicemistrzyni olimpijska a tak duży koncern?Chciałabym powiedzieć, że nic, ale mam tu na myśli wyłącznie pozytywny aspekt. Z PKN ORLEN współpracuję od 2017 roku. Wzięli mnie pod swoje skrzydła po igrzyskach olimpijskich z 2016 roku, kiedy tak naprawdę nikt inny nie chciał się tego podejmować, ponieważ byłam bardzo młodą zawodniczką. Wszyscy inni sądzili, że musiałam coś jeszcze udowodnić, potwierdzić swoje osoby z PKN ORLEN dostrzegły we mnie potencjał i jestem im bardzo, bardzo wdzięczna. Mówię tak, ponieważ, że tak to ujmę… Nie byłam inwestycją, która na początku się zwracała! (śmiech) A było tak, ponieważ najpierw była operacja barku, później rozwiązywanie problemów z zatokami, więc już wtedy byłam hamowana przez zdrowie. Nie mogłam się pokazywać, a mimo to nie usłyszałam od nich jakiegokolwiek zarzutu, że: „Ja jako sportowiec się nie sprawdzam”. Nie było oczekiwań, wymagań, tylko zrozumienie. Dzięki ich wsparciu zauważyłam, że mimo że nikt od nich nie był ze mną spokrewniony, to czułam przeogromną pomoc, nie tylko temu, że byli ze mną również w najtrudniejszych momentach mojej kariery, tak są i teraz, kiedy jesteśmy po sukcesie na igrzyskach olimpijskich z Tokio. W tym rozumieniu, mówiąc nic, mam na myśli że ciągle są, nie odwrócili się w gorszych chwilach, choć mieli ku temu podstawy. Ekipa ORLENU, która bezpośrednio z nami współpracuje i zarządza naszymi aktywnościami, jest cudowna. Oni naprawdę rozumieją sport, również z perspektywy zawodnika, to, ile energii wkłada w każde kolejne przygotowania. Takiego sponsora życzę każdemu o to już innych lekkoatletów, lecz chętnie dowiedziałbym się tego również od Pani. Wiemy, że lekkoatleci zapewniają nas, że są jedną wielką familią, w której każdy jest sobie równy. Jednakowo wtedy, kiedy mówimy o wspieraniu reprezentacji Polski przez PKN ORLEN?Myślę, że tak. Znaczy, żebyśmy mieli jasność: są sportowcy z dużo większymi osiągnięciami od tych, którzy na te podia dopiero wchodzą pierwsze razy. W takiej sytuacji te gwiazdy będą wyżej w rankingu płac, lecz to jest naturalne. Natomiast my, w rozumieniu lekkoatleci, naprawdę trzymamy się, wspieramy dosłownie tak jak jedna wielka rodzina. Nie ma rozgraniczania na lepszych i gorszych. Rozumiemy, że każdy z nas ma swoją własną drogę, perypetie, jakie mu się przytrafiają na drodze do sukcesu. I widzę, że u zdecydowanej większości sportowców jest to zrozumienie, o którym mówię i szacunek zarówno do każdego z osobna, jak i drogi, jaką pokonał, by stanąć na kolejnym starcie. Wiadomo, że dzięki takiemu wsparciu mamy święty spokój, który jest niezbędny do tego, by móc się dalej przygotowywać, jest również to, że wszyscy kibice, eksperci i dziennikarze są pewni jednego odnośnie do Pani osoby. Maria Andrejczyk dostarczy wielu, wielu emocji! Dlatego też z tego miejsca życzę, by oszczep nie latał, a fruwał w tym sezonie, a wszelkie dolegliwości zdrowotne trzymały się od Pani jak najdalej!Ha ha, bardzo serdecznie dziękuję! Przyznaję, że nic bardziej się dla mnie nie liczy, jeśli mówimy o sporcie, niż radość kibiców, ta wrzawa na trybunach, ponieważ dzięki temu się napędzam do kolejnych startów. To zrozumienie mojej perspektywy, moich problemów zdrowotnych jest również szalenie istotne. Proszę mi wierzyć, że naprawdę robię wszystko, co w mojej mocy, by móc dumnie reprezentować Polskę na wszystkich arenach. Dlatego dziękuję za życzenia i mam nadzieję, że naprawdę tak się stanie już ORLEN jest GENERALNYM SPONSOREM POLSKIEGO ZWIĄZKU LEKKIEJ ATLETYKI oraz GENERALNYM SPONSOREM REPREZENTACJI POLSKI W LEKKIEJ ATLETYCE. Kwestia, która nie jest jasno określona, ale nigdy nie daje mi spokoju, to godziny wysyłania maili. Z jednej strony wiem, że to nie telefon i teoretycznie mogę wysyłać je o każdej porze, ale zawsze się obawiam, że wysyłając wiadomość późno wieczorem czy bardzo wcześnie rano jednak kogoś obudzę, na przykład przez niewyciszone powiadomienia w telefonie, staram się więc tego
To chyba oczywiste, że trudne w odbiorze dzieła sztuki przeznaczone są dla węższej publiczności niż sztuka masowa. Oczywiste, ale to nie znaczy, że nie można zrobić z tego afery. Mimo wszystko – zdziwiłem się. Podczas Festiwalu Góry Literatury, odbywającego się od 13 do 21 lipca w kilku sudeckich miejscowościach, gospodyni wydarzenia noblistka Olga Tokarczuk wygłosiła niezbyt kontrowersyjną, zdawałoby się, a wręcz banalną frazę: „Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki, trzeba mieć jakąś kompetencję, pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze”. To chyba oczywiste, że trudne w odbiorze dzieła sztuki przeznaczone są dla węższej publiczności niż sztuka masowa. Oczywiste, ale to nie znaczy, że nie można zrobić z tego afery. Zgrywając wielkiego fundamentalistę od „wartości równościowych”, można sobie poharcować kosztem zdrowego rozsądku, szacunku dla wolności słowa i własnej reputacji – byleby tylko na chwilę zaistnieć i przypomnieć swoim fanom, że jest się bezkompromisowym strażnikiem jedynie słusznej lewicowej wiary. Czytaj też: Olga Tokarczuk i jej pierwsza powieść po Noblu. Kto tu na nas patrzy? Olga Tokarczuk i pogromcy elit Nie będę wymieniał żadnych nazwisk osób, które zaatakowały Olgę Tokarczuk z powodu tej rzekomo aroganckiej i protekcjonalnej wypowiedzi, bo zdaje się, że osobom tym chodzi właśnie o to, aby ich nazwiska były wymieniane. Chcę im natomiast powiedzieć jedno: ja wiem, że wy wiecie, że taka „g…burza” nie jest w stanie zaszkodzić Oldze Tokarczuk. Nie znaczy to jednak, że wasze harce nie są szkodliwe. Są bardzo szkodliwe nie dla Olgi, lecz dla całego społeczeństwa. Jeśli będziemy ideologicznie zastraszać i zaszczuwać elity, odbierać im resztki komfortu swobodnego komunikowania się, najeżdżać ich enklawy kulturowe i medialne, gdzie czują się u siebie, to efekt tego będzie taki sam jak w przypadku najazdu barbarzyńców albo rewolucji: zatrzasną się w domach albo uciekną. A społeczeństwo, którego elity wymienia się na wiernych i pryncypialnych pogromców elit bądź „nowe elity”, staje się bezbronną ofiarą ideologicznego terroru. Zaczyna się od agresywnego krytykowania autorytetów mówiących choćby i oczywistości (jak w tym przypadku), lecz inne niż te, które cenią sobie rewolucjoniści zwycięskiego w danym czasie nurtu, a potem przychodzi czas na ostracyzm i represje. I nie ma przy tym znaczenia, czy ów zwycięski nurt ideowy to akurat komunizm, czy może militarystyczny nacjonalizm albo bigoteria. Zasady i efekty są zawsze te same. Dlatego na takie, wydawałoby się, pozbawione znaczenia sytuacje, jak poszczekiwania na wybitną pisarkę i intelektualistkę, należy mimo wszystko reagować. Powinny być one zauważane i komentowane. A przy sposobności warto odnieść się do niebanalnej kwestii hierarchii społecznej i wartościowania twórczości kulturalnej w kontekście demokratyzmu i poszanowania dla równości. Są to bowiem sprawy niełatwe, w których jedni się gubią, a inni to zagubienie wykorzystują, aby siać pogardę i niezgodę. Czytaj też: Jak czytać inaczej – o esejach Olgi Tokarczuk Kto tu się wywyższa Jedna z najwyższych zasad nowej (bo liczącej sobie kilka dekad), demokratycznej i równościowej moralności publicznej brzmi: nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno się wywyższać ponad innych! Tylko ten, kto się wywyższa, będzie poniżony! Kto bowiem tak czyni, ten potwierdza istnienie hierarchii i wartościowania, a to oznacza poniżanie jednych kosztem innych, utrwalanie uprzedzeń i legitymizację nierównego traktowania. Sekciarski dogmatyzm i bezmyślność w stosowaniu tej reguły skutkuje wywyższaniem się, poniżaniem i represjami w stosunku do każdego, kogo słowa można by zinterpretować (choćby skrajnie stronniczo i nieżyczliwie) jako elitarystyczne, czyli „wyższościowe”. Nagonki na „klasistów” pokazują zaś, jak bardzo płytki, a nawet fałszywy jest nastrój empatii, solidarności i zrozumienia, jaki starają się tworzyć zaangażowani protagoniści nowej, lewicowej wrażliwości. Jak tylko coś im się nie podoba, od razu wchodzą w buty prześladowców, a dyskryminowanie i ostracyzm okazują się im równie miłe jak ich poprzednikom w hierarchicznych i paternalistycznych społeczeństwach. Pruderia, obłuda i świętoszkowatość mają się równie dobrze wśród naszej młodej lewicy co w kręgach nominalnie konserwatywnych. W swoich głębszych warstwach moralność publiczna zmienia się bowiem znacznie wolniej niż na powierzchni, czyli w sferze deklaracji. Czytaj też: Człowiek na krańcach świata. Wyjątkowy esej Olgi Tokarczuk „Mądre książki nie są dla każdego” Mimo wszystko zdziwiłem się. Sądziłem dotąd, że są osoby nietykalne, święte krowy, których nie waży się zaczepić nawet wygłodniały poklasku domorosły rewolucjonista czy inny internetowy harcownik, żerujący na prostackich, plemiennych podziałach i pozbawiony skrupułów niczym rasowy polityczny populista. Teraz widzę, że nawet bycie postępową i szacowną osobą słusznej płci (nie spodobał się żarcik?) nie wystarcza. Harcownicy nie mają już respektu przed niczym i nikim. Co im tam jakaś Tokarczuk! Mieszczańska matrona, którą postrzegają jako przedwieczną staruszkę, obciachowo binarną i „cis”. Dobrze, że chociaż nosi dredy, bo można by się normalnie... Oj, byli już tacy, byli. Ostatnio za Stalina, jakkolwiek wtedy przekreślało człowieka ziemiańskie lub burżuazyjne pochodzenie, a nie brak gorliwości w okazywaniu entuzjazmu dla LGBT czy „trans”, natomiast akurat status sławnego pisarza budził wtedy respekt. Ba, respekt ten żywił i partyjny bonzo, i prosty rolnik. Ani jeden, ani drugi nie miał wątpliwości co do tego, że mądre książki są nie dla każdego, choć dzięki słusznej wszak w tym akurat punkcie propagandzie komunistycznej obaj wierzyli, że każdy człowiek, nawet bardzo biedny i niepiśmienny, ma prawo do tego, aby się kształcić i rozwijać, a w konsekwencji również dostać się do kręgu adresatów literatury wysokiej. I słuszną tę myśl – liberalną i lewicową – z całą pewnością podziela Olga Tokarczuk, podobnie jak chyba my wszyscy. Wszelkie aluzje, że jej wypowiedź miała znaczyć, że jej książki są „nie dla chłopów i robotników”, są po prostu haniebnym, żeby nie powiedzieć: chamskim pomówieniem. Podobnie jak pomówieniem byłaby choćby aluzja pod adresem napadających dziś na Olgę harcowników, że brakuje im jasności co do tego, że do odbioru dzieł sztuki trzeba mieć pewne przygotowanie i nie wszystko w sztuce jest odpowiednie dla każdego i do każdego zaadresowane. Nie, z całą pewnością taką jasność mają i żadnych wyjaśnień w tej akurat kwestii nie potrzeba. Czytaj też: Iryna Wikyrczak, asystentka noblistki Hierarchie i klasowe kompleksy Potrzeba za to wyjaśnić kilka innych kwestii. Wielu z nas myśli, że demokratyzm wyklucza się z hierarchicznością społeczeństwa. To nieprawda. Ba, są społeczeństwa niezwykle zhierarchizowane, jak społeczeństwo brytyjskie albo amerykańskie, gdzie tradycje demokratyczne są bardzo silne, a równość praw ściśle przestrzegana przez państwo już od wielu dekad. Hierarchia jest naturalną i powszechną cechą społeczeństw, związaną z ambicją i aspiracjami. W każdym społeczeństwie jakaś część ludzi aspiruje do tego, aby podnieść swój status społeczny, w związku z czym idea statusu społecznego (a więc i hierarchii społecznej) utrzymuje się i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W złożonych społeczeństwach współczesnych nie ma już prostych, dla wszystkich ludzi czytelnych hierarchii, lecz raczej kilka hierarchii współistniejących ze sobą i częściowo nakładających się na siebie. I tak np. w Polsce w percepcji wielu ludzi na szczycie hierarchii stoją bogacze, celebryci i biskupi, lecz nie brakuje i takich, dla których najwyższa sfera to ludzie kultury i profesorowie. Wszyscy mamy jakieś preferencje kulturowe, co wcale nie znaczy, że musi nam brakować szacunku i uprzejmości w relacjach z ludźmi z niższych warstw społecznych. Niższych z naszego punktu widzenia bądź niższych obiektywnie, czyli postrzeganych w taki sposób przez wszystkich, łącznie z nimi samymi. Dla ludzi wykształconych te niższe warstwy to ludzie o niskim kapitale kulturowym, a dla ogółu niższe warstwy to ludzie, którzy oprócz owego „niskiego kapitału kulturowego” w dodatku są biedni. Hierarchie istnieją i nie ma co się na ten fakt obrażać. Ba, kto by chciał udawać, że hierarchii nie ma, ten nie tylko będzie niewiarygodny (bo w zasadzie wszyscy uznajemy, że są jakieś wyższe i niższe sfery), lecz przede wszystkim irytujący dla przedstawicieli niższych warstw społecznych, którzy awanse kogoś takiego postrzegają jako protekcjonalizm. A trzeba wiedzieć, że akurat poczucie godności osobistej i poczucie własnej wartości bynajmniej nie jest wśród przedstawicieli mniej wykształconych i uboższych warstw społeczeństwa mniej ugruntowane niż wśród elit. To już raczej przedstawiciele elit miewają klasowe kompleksy i starają się w sferze publicznej wypaść na skromniejszych, niż są w istocie. Między innymi dzieje się tak z powodu lęku przed tymi, którzy na wrogości wobec elit (i negowaniu samego pojęcia elity) chcą robić kariery i awansować społecznie. Czytaj też: Księgi światowe Olgi Tokarczuk Hartman straszy! Jeśli zaś chodzi o wyższą i niższą sztukę, to wbrew pozorom sprawa jest prosta. Istnieją dziedziny sztuki i takie formy wyrazu artystycznego, w których spełniać się jako twórcy mogą liczni amatorzy, a także takie, które znajdują uznanie w bardzo szerokich kręgach odbiorców. Są jednakże również i takie wytwory sztuki, które wymagają od twórców znacznie większego kunsztu i skomplikowanego przygotowania, a jednocześnie są zrozumiałe i atrakcyjne dla wąskiego kręgu również dobrze przygotowanych odbiorców. Co więcej, zwykle mądry i wrażliwy amator doskonale rozumie te różnice i w pełni je respektuje, podobnie jak wyrobiony odbiorca sztuki. I tak np. doświadczony czytelnik wie, że są książki dla niego odpowiednie i takie, które są już za trudne w odbiorze. Sam siebie sytuuje w pewnym miejscu w przestrzeni kultury. To samo z twórcami. Gdy ktoś pisze seryjnie „czytadła”, zwykle doskonale wie, że nie jest wybitnym pisarzem, i w pełni uznaje wyższość znacznie mniej poczytnych, lecz doskonalszych w artystycznym kunszcie literackim autorów. Gremialne negowanie hierarchii w sztuce jest raczej aroganckim odruchem zupełnych ignorantów, którzy albo w ogóle w życiu kulturalnym nie uczestniczą, albo są sfrustrowani tym, że wielu rzeczy nie rozumieją bądź odbierają jako nudne i nie dla nich przeznaczone. A tak przy okazji. Myślę, że „Polityka” jest tygodnikiem dla ludzi myślących, posiadających pewną wiedzę o świecie i tego świata ciekawych, a ponadto mających bogate słownictwo i rozwiniętą zdolność czytania ze zrozumieniem trudnych tekstów publicystycznych, w których znajdują się długie zdania i mowa jest o skomplikowanych kwestiach. Krótko mówiąc, sądzę, że „Polityka” jest nie dla idiotów. Zwłaszcza zaś nie dla idiotów w klasycznym tego słowa znaczeniu, czyli ludzi bardzo prostych, zajętych wyłącznie własnymi sprawami i odwróconych plecami od życia publicznego. I co? Coś może nie tak? Czy dział marketingu „Polityki” (nie wiem, czy takowy istnieje) zgłosi zastrzeżenie, iż Hartman odstrasza potencjalnych czytelników? Nie sądzę. Bo my swój demokratyzm potwierdzamy każdego dnia i nie musimy panicznie bać się oskarżeń o lekceważący stosunek do takich czy innych grup społecznych – choćby i najbardziej oddalonych od świata, w którym żyją autorzy i czytelnicy naszego tygodnika. Czytaj też: Olga Tokarczuk na rynkach świata Książki pod strzechy. Epilog „Pan Tadeusz” miał swój epilog. Miejmy i my swój – w postaci zadania domowego z języka polskiego dla krytyków Olgi Tokarczuk. Otóż przypomnijmy sobie, co znaczy w oryginale „trafić pod strzechy”, i zastanówmy się, czy na pewno w inkryminowanych strofach Mickiewicza nie ma czegoś protekcjonalnego? Bo czasami rzeczy są zupełnie inne, niż sobie wyobrażamy bądź je sobie zapamiętaliśmy. Z „Epilogu”: O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy,Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,Gdy odśpiewają ulubione zwrotkiO tej dziewczynie, co tak grać lubiła,Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła,O tej sierocie, co piękna jak zorzeZaganiać gąski szła w wieczornej porze,Gdyby też wzięły na koniec do rękiTe księgi, proste jako ich piosenki!
Gdy już nie będę sam. Bo wjedzie biały węgorz. Tylko jedno w głowie mam. Koksu pięć gram odlecieć sam. W krainę zapomnienia. W głowie myśli mam. Kiedy skończy się ten stan. Gdy jużJesteśmy producentami, a nie pośrednikami. Nasze koszulki to: gwarantowana jakość przez FRUIT OF THE LOOM 100 % bawełny wysoka gramatura podwójne szwy przy szyi, na rękawach oraz przeszycia wzmacniające nadruk odporny na pranie - nie pęka, nie wykrusza się Podsumowując: najwyższa jakość za rozsądną cenę! JAK ZAMAWIAĆPo zakupie koszulki:wybierz numer wzoru (lub wzór z miniaturki),określ kolor oraz rozmiar koszulki,wskaż kolor nadrukui prześlij do nas w wiadomości lub Wzór numer 1, koszulka niebieska, męska w rozmiarze XXL, nadruk KOLORY I ROZMIARY ZNAJDUJĄ SIĘ PONIŻEJ GALERII ZE WZORAMI. Krok 1. Wybierz swój wzórOto galeria z dostępnymi wzorami koszulek z nadrukiem. Wybierz ten, który Cię interesuje i podaj nam jego numer w "wiadomości do sprzedającego" lub na koszulce jest imię oczywiście zmienimy je na inne, podane przez Ciebie. Podobnie jak np. słowo "szef" możemy zmienić na "szefowa". Nie zapomnij tylko nam o tym napisać, w przeciwnym wypadku wykonamy wzór zgodny z aukcją. Krok 2. Wybierz krój i kolor koszulkiWybierz kolor tym celu umieściliśmy miniaturki koszulek w każdym dostępnym uwagę, że kolory mogą nieznacznie różnić się w zależności od ustawień monitora. Koszulki męskieDostępne kolory:czarny,biały,niebieski,czekoladowy (brak rozmiaru 3XL),granatowy,czerwony,szary. Koszulki damskieDostępne kolory:czarny,biały,niebieski,różowy,lazurowy,czerwony,szary,granatowy,jasny róż. Krok 3. Wybierz kolor nadruku Poniżej znajdują się próbki dostępnych kolorów nadruku. Możesz z nich skorzystać w celu zmiany domyślnego koloru nadruku na zakupionej koszulce. Zmiana standardowego koloru czasami może jednak nieznacznie wydłużyć czas realizacji zamówienia. Kolory nadrukuDostępne kolory:biały,zielony,czerwony,niebieski,czarny,granatowy,błękitny,cytrynowy,jabłkowy. Krok 4. Wybierz rozmiar Dla Twojej wygody zmierzyliśmy koszulki i ich wymiary zamieściliśmy w poniższych tabelach. Przy wyborze rozmiaru kieruj się wymiarami podanymi w tabeli (pamiętaj, że np. rozmiar L to nie zawsze takie samo L u wszystkich producentów). Wymiary są podane w centymetrach. Do rozmiaru 3XL dopłata 2zł. W przypadku koszulek męskich brak jest koszulki czekoladowej w rozmiarze 3XL. Wszystko co nas w życiu spotyka dzieje sie nie bez powodu. Ma to nas czegoś nauczyć, żeby być w przyszłości lepszymi ludźmi. w Afryce z tego powodu Bardzo Mi z Tego Powodu Wszystko Jedno Męska Koszulka marki Sol's - Imperial Man Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL Aukcja dotyczy jednej sztuki w rozmairze XXL Po zakupie podaj w formularzu kod koloru Każda koszulka jest estetycznie składana i pakowana w woreczek Nadruk wykonywany jest na zamówienie Rozmiary z tabelki +/- 2cm 100% bawełna półczesana Ringspun. Wzmocnienie taśmą na szyi. Ściągacz z dodatkiem elastanu. Krój klasyczny, bez szwów bocznych. bardzo mi z tego powodu wszystko jedno, i don't care, whatever, no i co, nie obchodzi mnie to, lata mi to, obojętne, obojętny, pff, Że z tych kluczy nie da wżyć się A jest mi z tego powodu bardzo wszystko Lubię nocą żyć Mieć dziewczynę niejedną Za dnia ciągle spać Wieczorami balować Jeszcze przyjdzie czas aby dzieci swe wychować Mamy posłuchałem Do szkoły chadzałem … Bo ja dobrze o tym wiem Że w mym życiu chce zabawić się A jest mi z tego powodu
GłównaPoczekalniaVideo TOP Generator Dodaj hopa Poprzedni Następny Jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno 43 28 Kopiuj link Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Dodano przez: ADAMS86MCE Komentarze Zobacz również: Poniedziałek Poniedziałek dodano przez: ola1997 2022-07-25 0 57 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół PiS już dawno znalazł sposób na rządzenie. PiS już dawno znalazł sposób na rządzenie. dodano przez: natalka21 2022-07-25 0 47 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Jak wygląda życie w NAJWIĘKSZYCH SLUMSACH W INDIACH - Jak wygląda życie w NAJWIĘKSZYCH SLUMSACH W INDIACH - dodano przez: 2018-01-11 51 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Porwanie 13-latki z Poznania Porwanie 13-latki z Poznania dodano przez: jasiek1978 2022-07-25 0 21 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Karmienie wygłodniałych piranii, ręki nie wsadzisz Karmienie wygłodniałych piranii, ręki nie wsadzisz dodano przez: djmaniek12 2022-07-25 0 26 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Ups... Ups... dodano przez: Dorotka 2022-07-25 0 49 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Szalony hulajnogarz Szalony hulajnogarz dodano przez: Kaska_29 2022-07-25 0 45 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Gdy premier Morawiecki zaprasza na #PorozmawiajmyoPolsce i pyta "gdzie jest Tusk?" Gdy premier Morawiecki zaprasza na #PorozmawiajmyoPolsce i pyta "gdzie jest Tusk?" dodano przez: niania2020 2022-07-25 0 26 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Pilnowacz Pilnowacz dodano przez: ADAMS86MCE 2022-07-25 0 25 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół
Po marihuanę sięgałem bardzo często. W wieku 18 lat paliłem ją już prawie codziennie. Nie spostrzegłem nawet momentu, w którym się od niej uzależniłem. Po kilku latach, gdy chciałem rzucić palenie, zauważyłem, że nie jest to wcale takie proste… Mam na imię Cyprian. Ukończyłem 30 lat. Gdy miałem 6 lat, zmarł mój tata. Kiedy jeszcze żył, chodziliśmy wspólnie w każdą niedzielę na Mszę św. Tata nauczył mnie modlitwy, którą jako jedyną często odmawiałem, gdy byłem dzieckiem. Była to modlitwa Aniele Boży, Stróżu mój. Z perspektywy czasu uważam, że miałem niesamowitą opiekę ze strony swojego Anioła Stróża, gdyż ze wszystkich niebezpiecznych i głupich rzeczy, które w życiu robiłem, wychodziłem bez szwanku. Mnie i moje cztery starsze siostry wychowywała mama, która po śmierci taty nie poznała już żadnego innego mężczyzny, z którym chciałaby się związać. Bardzo się starała, aby zapewnić nam to wszystko, co było potrzebne w życiu. Mimo że w naszym domu się nie przelewało, to dzięki jej poświęceniu nie brakowało nam niczego. Przystąpiłem do Pierwszej Komunii św. oraz sakramentu bierzmowania, ale nie chodziłem już później do kościoła ani się nie modliłem. Wierzyłem w Boga, ale tak naprawdę żyłem tak, jakby Go nie było. Myślałem głównie o tym, aby wieść życie miłe i wygodne. Byłem zbuntowanym nastolatkiem pragnącym korzystać z życia, nie zastanawiając się, czy to, co robię, jest dobre czy złe. W tamtym czasie moim głównym celem była przyjemność. W szkole średniej wypisałem się nawet z religii, bo nie chciałem słuchać „moralizowania”… Utrata wolności Już w gimnazjum próbowałem wszystkich narkotyków, jakie tylko były do załatwienia. Lubiłem uprawiać sport i czułem, że wszystkie narkotyki, poza marihuaną, bardzo wyniszczają moje ciało. Tak więc jedynie sporadycznie próbowałem innych specyfików, ale po marihuanę sięgałem bardzo często. W wieku 18 lat paliłem ją już prawie codziennie. Nie spostrzegłem nawet momentu, w którym się od niej uzależniłem. Po kilku latach, gdy chciałem rzucić palenie, zauważyłem, że nie jest to wcale takie proste… Z wielkim trudem podejmowałem próby wyrwania się z tego nałogu, zawsze jednak bez skutku. Kilkakrotnie udawało mi się nie palić przez trzy tygodnie, ale po tym okresie musiałem sobie sprawić ulgę i z okazji pobicia rekordu pozwalałem sobie na „uczczenie” go… ponownym zapaleniem. Po każdej takiej sytuacji wchodziłem w ciąg palenia z jeszcze większą intensywnością. Marihuana dawała mi ukojenie, którego nie mogłem znaleźć nigdzie indziej. Była nieodłączną częścią mojego życia przez wiele lat. Chodziłem do pracy, do szkoły i na treningi, ale sięgałem po narkotyki tak często, jak tylko się dało… Niestety, do tego nałogu dochodziły jeszcze grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu. Wydawało mi się, że gdy się odurzę marihuaną, to świat będzie piękniejszy, a wszystkie rozrywki staną się przyjemniejsze. Teraz, z perspektywy czasu, widzę, że marihuana tylko potęgowała mój egoizm i zamykała mnie w świecie nastawionym na przyjemność, rozrywkę i konsumpcję. Tak naprawdę ograniczała mnie w każdej sferze życia: motorycznej, poznawczej, a przede wszystkim duchowej. Kontakty międzyludzkie także miałem utrudnione – ze względu na swoje otumanienie i brak empatii. Im dłużej w tym nałogu tkwiłem, tym mniej zauważałem jego negatywne skutki. Dopóki wszystko układało się po mojej myśli, to nie widziałem powodu, aby coś zmieniać. Jednak w pewnym momencie moje życie zaczęło się mocno komplikować… Boks W wieku 26 lat zacząłem trenować boks. Po pół roku trener zaproponował, abym wystąpił w zawodach. Zawsze było to moim marzeniem. Od tego czasu zacząłem podporządkowywać wszystko treningom, pozwalając sobie jednak cały czas na palenie marihuany. O zbliżających się mistrzostwach dowiedziałem się z półrocznym wyprzedzeniem. Trenowałem przez ten czas prawie codziennie. Na tydzień przed turniejem musiałem przejść badania lekarskie, aby otrzymać od lekarza pozwolenie na udział w walkach bokserskich. Wynik badania EEG był jednak dla mnie negatywny. Okazało się mianowicie, że w moim mózgu wykryto fale mózgowe, które u zdrowego człowieka nie powinny występować. Z tego powodu istniało duże ryzyko wystąpienia u mnie padaczki po otrzymaniu mocnych ciosów w głowę. W tej sytuacji mój trener nie pozwolił na to, abym walczył, mimo że chciałem uczestniczyć w zawodach na własne ryzyko. Czułem się w pełni sił. Przygotowywałem się do tej bokserskiej imprezy bardzo długo i nigdy nie miałem żadnych objawów padaczki. Zacząłem wówczas „topić” swoje smutki w marihuanie z jeszcze większą intensywnością niż wcześniej… Po pewnym czasie udałem się do neurologa. Gdy podczas badania przyznałem się, że palę marihuanę, lekarka powiedziała mi, że nietypowe fale mózgowe mogą być spowodowane nałogiem. Pani doktor poinformowała mnie, że jeśli przestanę zażywać marihuanę, to po pół roku będę mógł podejść do kolejnych badań, które mogą dać korzystny wynik. Wiedziałem, że muszę wybrać: marihuana albo boks. Stwierdziłem, że do marihuany mogę wrócić zawsze, a do boksu już niekoniecznie. Wprawdzie starałem się w tamtym czasie ograniczyć sięganie po narkotyk, ale czułem się wobec niego bezsilny. Nie byłem w stanie wytrzymać już nawet jednego dnia bez tej substancji… Do tego wszystkiego moja mama zachorowała i znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. Gdy odwiedzałem ją co kilka dni, to widziałem ją w coraz gorszym stanie, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Myślałem, że jeśli tak dalej pójdzie, to ją stracę. Byłem coraz bardziej załamany. Już nawet marihuana nie dawała mi ukojenia… Koronka do miłosierdzia Bożego Wtedy przypomniało mi się, że moja chrzestna zachęcała mnie kiedyś do pomodlenia się Koronką do miłosierdzia Bożego. Wziąłem więc do ręki mały obrazek z napisem „Jezu, ufam Tobie!” i przeczytałem uważnie to, co jest napisane na odwrocie. Gdy uznałem, że już w miarę rozumiem treść tej modlitwy, i przeczytałem, jakie obietnice dał Pan Jezus tym, którzy będą się modlić tymi słowami, stwierdziłem, że ją odmówię. Ze łzami w oczach, zdając sobie sprawę z własnej bezsilności, powiedziałem: „Panie Boże, pomóż mi, bo jeśli Ty mi nie pomożesz, to do końca życia będę się męczył z tym nałogiem”. Odmówiłem Koronkę. Była to pierwsza moja modlitwa od czasów, gdy byłem dzieckiem. Po odmówieniu Koronki poczułem wewnętrzny pokój, ulgę, ukojenie i zadowolenie. W jednym momencie Bóg uwolnił mnie od głodu narkotykowego, który tkwił we mnie przez ostatnich 10 lat. Pierwszy raz poczułem się szczęśliwym niepalącym. Od tego czasu po każdej modlitwie, w którą wkładałem serce, otrzymywałem ukojenie. Mimo że później jeszcze kilkakrotnie zapaliłem marihuanę, to zdałem sobie sprawę, że tylko całkowita abstynencja uczyni mnie wolnym. Przemiana serca Niestety, stan mojej mamy wciąż się pogarszał. Modliłem się więc o to, ażeby Bóg jej pomógł. I oto po dwóch tygodniach zmienił się lekarz prowadzący i odrzucił poprzedni sposób leczenia mojej mamy. Postawił on diagnozę, że mama ma chorobę Alzheimera. Od tego czasu zaczęła przyjmować inne leki i jej stan zdrowia stopniowo zaczął się poprawiać. Wtedy też przestałem się modlić, gdyż moje serce wciąż nie było jeszcze przemienione i traktowałem Boga trochę jak złotą rybkę, która ma spełniać moje życzenia – a gdy już je spełni, to nie jest mi dłużej potrzebna… Gdy po dwóch miesiącach mama opuściła szpital i wróciła do domu, była bardzo nieporadna i potrzebowała nieustannej opieki, niczym małe dziecko. Trudności sprawiały jej najprostsze czynności. Po kilku dniach opieki nad mamą miałem wielką chęć zapalenia marihuany. Nie chciałem jednak tego robić, ponieważ bałem się, że wrócę do nałogu. Wtedy to odwiedził mnie kuzyn i zaproponował mi wspólny wyjazd do Częstochowy na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. Opowiedział mi także świadectwa ludzi, którzy podczas takich Eucharystii zostali uzdrowieni przez Boga z nieuleczalnych chorób. Bez wahania przyjąłem jego propozycję i pojechaliśmy do Częstochowy z nadzieją, że Pan Bóg uzdrowi moją mamę z choroby Alzheimera. Podczas uroczystości zaczęto śpiewać pieśni uwielbienia Boga i wszyscy ludzie unieśli ręce w górę. Ja również tak zrobiłem i zacząłem szczerze chwalić Boga. Po chwili poczułem, jakby czas się zatrzymał, i bardzo wyraźnie odczułem Jego bliską obecność. To było przeżycie tak cudowne, że nie znam adekwatnych słów, aby móc opisać, jak szczęśliwy wtedy byłem. Poczułem niesamowitą, Bożą radość. Pomyślałem, że Bóg jest miłością i miłosierdziem. Mimo że zawsze wstydziłem się łez, gdyż przejmowałem się tym, co pomyślą o mnie inni, a ponadto uważałem, że mężczyzna nie powinien ich pokazywać, to w tamtym momencie płakałem ze szczęścia. Odczułem, że Bóg bardzo się raduje z tego, że to właśnie w Nim szukam pomocy. Wstydziłem się przed Bogiem różnych swoich czynów, a On dał mi wewnętrzne przekonanie, że bardzo mnie kocha, i cierpliwie czekał, aż zwrócę się do Niego ze szczerym sercem. To było niesamowite, uwalniające, przemieniające mnie wewnętrznie uczucie. Potrafiłem wcześniej wybaczać innym ludziom, ale nie potrafiłem przebaczyć sobie i tak naprawdę mocno bałem się Boga, aż do momentu spotkania się z Nim w moim sercu. Zdałem sobie sprawę, że przez większość życia obrażałem Boga swoimi czynami, a mimo to On mnie tak bardzo kocha. Poczułem się jakby w przedsionku nieba. To była niesamowita łaska. Wtedy to zakochałem się w Bogu. Od tego momentu zapragnąłem żyć tak, aby sprawiać Mu jak najwięcej radości. Wyjeżdżając z Częstochowy, odczułem od razu, że łaska, jaką tam otrzymałem, jest nie tylko dla mnie. Przez dwa tygodnie po tym zdarzeniu byłem tak rozpromieniony Bożą miłością, że chodziłem praktycznie cały czas uśmiechnięty i wszystkim opowiadałem o tym, jak cudowna jest miłość Boga. Do dzisiaj staram się mówić ludziom o Bogu, o tym, czego sam doświadczyłem. W chwili spotkania się z Bogiem otrzymałem odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania i zostałem uzdolniony przez Niego do opieki nad mamą. Bóg wlał we mnie wszystkie cechy, jakich brakowało mi do tego, abym mógł się mamą dobrze opiekować: przede wszystkim empatię, cierpliwość, wyrozumiałość i łagodność. Stwórca dał mi także wiarę, nadzieję i miłość. Od tego czasu moim celem jest żyć tak, aby na końcu ziemskiego życia móc stanąć przed Bogiem i nie wstydzić się swoich uczynków. Zmiana priorytetów Po tym przeżyciu przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Przez dwie godziny spisywałem, wsparty łaską Bożą, wszystkie swoje grzechy. Czułem, jakby ktoś mi opowiadał zdanie po zdaniu, po kolei, moje grzeszne życie. Zapisałem drobnym pismem sześć stron i kolejnego dnia wyznałem te wszystkie grzechy w konfesjonale, czytając z kartki przez pół godziny to wszystko, co wstyd mi było nawet napisać na papierze. Kapłan, u którego odbyłem spowiedź generalną, został moim stałym spowiednikiem. Od tego czasu regularnie, przynajmniej raz w miesiącu, przystępuję do sakramentu spowiedzi. Im dłużej żyję w łasce uświęcającej, tym bardziej zdaję sobie sprawę z własnej grzeszności i lepiej zaczynam rozumieć źródła swoich grzechów. Wiem, że bez modlitwy nie byłbym w stanie jednego dnia przeżyć w sposób dobry, podobający się Bogu. Staram się w miarę możliwości codziennie przyjmować Komunię św., gdyż jest to dla mnie duże wzmocnienie duchowe i najszczęśliwszy moment każdego dnia. Po niespełna pół roku przystąpiłem do kolejnego badania EEG, które pokazało, że fale mózgowe, które były obecne w moim mózgu, w czasie gdy paliłem marihuanę, zniknęły. Wystąpiłem później w kilku amatorskich walkach bokserskich. Wygrałem także jeden bokserski turniej. Po jakimś czasie jednak zacząłem poświęcać więcej czasu na swój rozwój duchowy i intelektualny. To jest ważniejsze niż rozwój fizyczny. Wciąż utrzymuję swoje ciało w dobrej formie, ale postanowiłem, że nie będę już więcej walczył na ringu, aby niepotrzebnie nie narażać zdrowia swojego i innych. Bóg, jakiego doświadczyłem, jest dokładnie taki, jak przedstawia Go nam Kościół katolicki, a zgłębianie Pisma św. oraz pism ludzi natchnionych przez Pana Boga tylko mnie w tym utwierdza. Cyprian O wiele więcej znajdziesz w naszym sklepie!
Poprawną formą jest wyłącznie zapis rozdzielny z wykorzystaniem dźwięcznej spółgłoski z, a więc z powodu. Z powodu jest tak zwanym wyrażeniem przyimkowym, czyli stanowi połączenie przyimków z rzeczownikami lub przysłówkami, liczebnikami i zaimkami. Zgodnie z regułami ortografii języka polskiego wyrażenia przyimkowe zawsze
44,99 złKoszulka: Bardzo jest mi z tego powodu wszystko jedno. Pamiętaj aby określić cechy zamawianej koszulki. Potrzebne informacje znajdziesz w magazynie Opis Opinie (0) OpisMateriałObjaśnienieKoszulkaGwarantowana jakość marki Fruit of the Loom®, 100% bawełny, wysoka gramatura, podwójne szwy przy szyi, na rękawach oraz przeszycia wzmacniające. Opis oraz sposób pomiaru koszulki zawarte są na stronie „specyfikacja produktów” (w stopce).NadrukTrwały, całkowicie odporny na pranie, nie pęka, nie wykrusza się, nie zmienia koloru. Jego wysoką jakość zapewnia, producent, niemiecka firma Poli-Tape®.Rozmiary koszulek (+/- cm) klatki97107112122132142
Brak produktuNiestety, produkt którego szukasz nie jest aktualnie dostępny. Może zainteresuje Cię coś produkty -35% T-shirt Friends Red Frame 44,90 zł 29,19 zł S M L XL XXL XXXL -55% T-shirt Tak Wygląda Super Chłopak Łapki 59,90 zł 26,96 zł S M L XL XXL -40% T-shirt Heartbreaker Club 59,90 zł 35,94 zł S M L XL -25% T-shirt PERSONALIZACJA Mąż idealny 64,90 zł 48,68 zł S M L XL -45% T-shirt Inspiration 54,90 zł 30,20 zł S M L XL
Taka sytuacja miała miejsce u Janka (48 lat). – Poznałem ją przez wspólnego kolegę. Spotykaliśmy się przez rok. Byłem wtedy bardzo ufny, zależało mi na niej. Byłem w niej zakochany, dlatego bardzo przeżyłem, kiedy rzuciła mnie dla innego. Nie będę ukrywał, że trudno mi było się po tym wszystkim otrząsnąć – opowiada Janek.
Koszulka z napisem: Bardzo jest mi z tego powodu wszystko jedno Ta aukcja dotyczy rozmiaru: Z każdego zamówienia przeznaczamy 1 zł na pomoc dzieciom: Nasze koszulki to: gwarantowana jakość przez FRUIT OF THE LOOM100 % bawełnywysoka gramaturapodwójne szwy przy szyi, na rękawach oraz przeszycia wzmacniającenadruk odporny na pranie - nie pęka, nie wykrusza się Najwyższa jakość za rozsądną cenę! JAK ZAMAWIAĆ? Po zakupie koszulki: określ kolor oraz rozmiar koszulki,wskaż kolor nadruku i prześlij do nas w wiadomości lub mailem. PRZYKŁAD: Wzór numer 1, koszulka biała, męska w rozmiarze L, nadruk czarny. DOSTĘPNE KOLORY I ROZMIARY ZNAJDUJĄ SIĘ PONIŻEJ. Krok 1. Określ swój wzór Imię/imiona, liczby, określenia członków rodziny (tata/wujek/szwagier/itd) możesz dowolnie zmieniać. Np. jeśli na koszulce jest "córka", a dziecko jest chłopcem możemy wykonać dla Ciebie taką koszulkę, jeśli zamiast córka czy syn mają być dzieci to również . "Lato" możesz zmienić na "Zimę", a "tata Filipa" na "tata Zosi" czy też "tata Pawełka" itd. Możliwości masz bardzo dużo. Nie zapomnij tylko nam o tym napisać, w przeciwnym wypadku wykonamy wzór zgodny z aukcją. Krok 2. Wybierz kolor koszulki Wybierz kolor koszulki. W tym celu umieściliśmy miniaturki koszulek w każdym dostępnym kolorze. Zwróć uwagę, że kolory mogą nieznacznie różnić się w zależności od ustawień monitora. Koszulki męskie Dostępne kolory: czarny,biały,niebieski,czekoladowy (brak rozmiaru 3XL),granatowy,czerwony,szary. Krok 3. Wybierz kolor nadruku Poniżej znajdują się próbki dostępnych kolorów nadruku. Możesz z nich skorzystać w celu zmiany domyślnego koloru nadruku na zakupionej koszulce. Zmiana standardowego koloru czasami może jednak nieznacznie wydłużyć czas realizacji zamówienia. Kolory nadruku Dostępne kolory: biały,czerwony,czarny,błękitny,cytrynowy,granatowy,niebieski,zielony,jabłkowy. Krok 4. Wybierz rozmiar Dla Twojej wygody zmierzyliśmy koszulki i ich wymiary zamieściliśmy w poniższych tabelach. Przy wyborze rozmiaru kieruj się wymiarami podanymi w tabeli (pamiętaj, że np. rozmiar L to nie zawsze takie samo L u wszystkich producentów). Wymiary są podane w centymetrach. Do rozmiaru 3XL dopłata 2zł. W przypadku koszulek męskich brak jest koszulki czekoladowej w rozmiarze 3XL.
- Узուнеፉጠψ оքиκ
- Оሽիբуդፌቂиμ ቻձуху
Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. October 8, 2020 · - Mój dziadek był na Titanicu. Jeszcze przed tragedią zaczął ostrzegać wszystkich, że statek zatonie.Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. August 19, 2020 · Impreza masowa w Wuhan - wzięło w niej udział ponad 15 tys. osób - aju.pl.
Quo vadis/Tom I/Rozdział 1. Data wyd. Miejsce wyd. Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i, jak zwykle, zmęczony bardzo. Poprzedniego dnia był na uczcie u Nerona, która przeciągnęła się do późna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczęło się psuć.
Choć mylona z manipulacją, to jednak jest bardzo daleka od tego postępowania… Perswazja to sposób przekonywania do własnych racji bez wpływu na zdrowie innej osoby. Pomaga dojść do konsensusu poprzez dyskusję zainteresowanych stron nad zaistniałym problemem – tym samym otwiera drogę do jego rozwiązania.